Archiwum | Luty, 2009

Górzno…

11 Lu

Witam po dość długiej nieobecności spowodowanej wyjazdem do mojego drugiego domu.
Pewnie się zastanawiacie co to jest za miejsce, w którym tak dobrze się czuję?
Mieści się ono niezbyt daleko ode mnie (Automapa szacuje trasą krótką na 45 km) – ok. 20 km od Leszna. Jest to miejscowość Górzno, w której mieści się Szpital MSWiA. To właśnie tam pojechałem po raz pierwszy prawie dwa lata temu. Czułem się wtedy trochę nieswojo, bo pierwszy raz wyjechałem z domu samodzielnie na trzy tygodnie (tyle trwa turnus rehabilitacyjny). Ale szybko nawiązałem nowe znajomości, poznałem się dobrze z personelem, także troszkę poprawiłem swój stan zdrowia…
Kolejny raz pojechałem do Górzna w październiku 2007 roku, trochę żałowałem że nie udało mi się dostać na turnus wrześniowy, gdyż wtedy była większość moich znajomych. Ale w październiku też się znakomicie bawiłem, na turnusie byłem przez 6 tygodni.
Następny wyjazd nastąpił w maju 2008 roku, gdyż tak się umówiliśmy na ten sam turnus. I to już się stało naszą tradycją – ja i moi przyjaciele umawialiśmy się na konkretny termin i staraliśmy się wszyscy przyjechać w tym samym czasie.
A co tam robiliśmy? Najważniejsza oczywiście była rehabilitacja. Każdy z nas miał swojego rehabilitanta (a właściwie rehabilitantkę, bo personel w większości był żeński), z którym ćwiczył indywidualnie na sali ćwiczeń. Ja oprócz ćwiczeń rozgrzewających ręce i nogi miałem także… naukę chodzenia. I przyznam się że całkiem nieźle mi to wychodziło, mój rekord w ostatnim turnusie to 36 metrów przebytych samodzielnie podpierając się jedynie moją laseczką. Całkiem nieźle jak na kogoś kto siedzi wciąż na wózku i na nogach porusza się tylko do łazienki czy do łóżka.
Za relaks były odpowiedzialne kąpiele w wannie z bąbelkami (hydromasaż). Codziennie od poniedziałku do soboty 20 minut w ciepłej wodzie gdy ciało było masowane biczami wodnymi sprawiało że mięśnie wspaniale się rozluźniały. Brakuje mi takiej wanny w domu. 🙂
Mieliśmy także terapię zajęciową, na której odkryłem swój talent malarski. Najpierw dostałem deskę i papier ścierny aby ją wygładzić, potem pani Gosia prowadząca zajęcia narysowała mi wzór ołówkiem, a ja potem przy pomocy pędzelka i farb plakatowych bawiłem się w malarza. Oczywiście kolory dobierałem według własnego uznania, czasem tylko gdy miałem wątpliwości to pani Gosia doradzała mi…
Malowanie tak mnie zaczęło pasjonować, że zdecydowałem iż po powrocie do domu kupię sobie zestaw malarski i spróbuję już całkowicie samodzielnie czy mógłbym być następcą Picassa (nie mylić z Google Picassa). 😉
A wieczorem po kolacji mieliśmy czas dla siebie… mogliśmy iść do świetlicy na telewizję, ale najczęściej spędzaliśmy czas w pokoju… rozmawialiśmy, słuchaliśmy muzyki, bawiliśmy się… było super.

Teraz już wiecie że jest takie wspaniałe miejsce w Wielkopolsce, gdzie czuję się jak w domu i dokąd z przyjemnością będę wracał, bo wspaniale tam odpoczywam i realizuję się towarzysko i artystycznie.

Jeśli chcecie zobaczyć jak tam jest, to zapraszam na oficjalną stronę internetową szpitala, odwiedźcie także nieoficjalną stronę, gdzie zobaczycie szpital oczami pacjentów.

Reklamy
%d blogerów lubi to: