po długiej przerwie…

13 Kwi

Dzień dobry moim czytelnikom.
Mam nadzieję że jeszcze jacyś tu pozostali, bo ostatnio trochę zaniedbałem swoją stronę i niedługo pewnie będziecie tu trafiać tylko z pomocą archeologów. 😉
A dlaczego tak jest? Hm, powodów jest kilka… m.in. odrobina lenistwa (no dobrze, trochę więcej niż odrobina 😉 ), zimowe przemęczenie, kilka spraw do załatwienia (m.in. wniosek do PFRONu o dofinansowanie na przegląd i naprawę mojego wózka elektrycznego), wyjazd do Górzna, lenistwo… a nie, to już było. 🙂
Wiecie jak to grudzień – zimno, śnieg, przygotowania do Świąt… ja miałem jeszcze dodatkową atrakcję. Składałem na początku roku wniosek do PFRONu o dofinansowanie na serwis mojego elektrycznego pojazdu. Wszystko tak się ciągnęło, przeciągało… aż zapomniałem o tym. I nagle przed samymi świętami Bożego Narodzenia przypomnieli mi o sobie. Zadzwoniła do mnie pani z poznańskiego oddziału PFRONu i poinformowała mnie o przyznaniu mi dofinansowania na serwis wózka. Ale… musiałem się stawić osobiście w Poznaniu aby podpisać umowę. W terminie… między 20 a 28 grudnia (!).
Na szczęście przyjaciel był dyspozycyjny, więc 22 grudnia zapakował mnie do auta i pojechaliśmy. W Poznaniu byliśmy koło południua, mama poszła do PFRONu wszystko załatwiać, a my czekaliśmy w samochodzie. Z powodu ogromnej kolejki oczekujących oraz „tempa” pracy urzędniczek siedzieliśmy tak przez… 4 godziny. Dopiero przed godz. 16 wyszła do mnie pani urzędniczka, złożyłem dwa podpisy i… mogłem sobie jechać. Cztery godziny bezsensownego czekania na parkingu aby złożyć dwa podpisy… Paranoja.
Styczeń minął mi tak nijako, nawet nie ma o czym wspominać…
A w lutym, dokładnie 16 lutego o godz. 9 rano, miałem stawić się na turnusie rehabilitacyjnym w Górznie koło Leszna. Wraz ze mną mieli się stawić także wujek Piotr oraz moja kochana Karolinka.
Do Górzna zawiózł mnie sąsiad. Gdy dotarliśmy na miejsce oczom moim ukazał się kompletnie zapchany parking (mimo że dopiero dochodziła godz. 9). Jakoś znaleźliśmy skrawek miejsca, mama wysiadła i poszła mnie zarejestrować, potem wysiadłem z auta i poszliśmy do budynku. Tym razem nie mogłem od razu jechać windą na drugie piętro do pokoju, tylko musiałem przejść rejestrację – odpowiadać na pytania o stan zdrowia itp. Po rejestracji dowiedziałem się do którego pokoju zostałem przydzielony (na szczęście razem z  Piotrem dostaliśmy znów ten sam pokój co rok wcześniej), więc mogłem jechać na górę i się rozpakować, a potem w drugą kolejkę – do lekarza. Tam mnie znalazła Karolinka, która właśnie przyjechała (Piotra spotkałem trochę wcześniej). Poinstruowałem ją gdzie ma się udać do rejestracji, potem jeszcze trochę czekałem, aż przyszła moja kolej. Lekarz mnie przyjął, osłuchał stetoskopem, zadał kilka pytań, wypisał listę zabiegów i mogłem już wrócić do swojego pokoju. Tam czekałem cierpliwie na resztę mojej rodzinki. 🙂
Potem gdy już się wszystko uspokoiło, gdy mieliśmy w końcu czas aby się spokojnie ze sobą przywitać… tego się nie da opisać… tego szczęścia i radości, które z nas promieniowały. W końcu mieliśmy znowu całe sześć tygodni dla siebie, 42 dni spędzone razem…
Trafiliśmy na taki turnus, gdzie akurat nie było nikogo z naszych znajomych. W sumie to nawet się z tego ucieszyłem, bo chciałem jak najwięcej czasu spędzać z Karolinką i Piotrem… nawiązaliśmy taką nic porozumienia, że czasem rozumieliśmy się bez słów, tak jakbyśmy czytali sobie w myślach. Dobrze nam było we własnym gronie i nie chcieliśmy aby ktoś nam przeszkadzał.
I tak właśnie było – rano pobudka o godz 7, szybka toaleta, przyszła Karolcia przywitać się z nami… potem razem na śniadanie, po śniadaniu na zabiegi (niektóre mieliśmy wspólnie, jak np. zajęcia terapii manualnej), a w przerwie między zabiegami byliśmy razem w pokoju, gdzie wygłupialiśmy się, gadaliśmy, graliśmy na komputerze Piotra… o godz. 13 wymarsz na obiad (też oczywiście we trójkę), po obiedzie ostatnie zabiegi i tak już koło godz 16 mieliśmy wolne do końca dnia, można było w spokoju wypić kawę czy pokarmić się słodyczami. O godz 18 czas na kolację (wspólnie 🙂 ), po kolacji wieczorna toaleta i kąpiel oraz przebieranie w piżamy. A od godz mniej więcej 19:30 aż do ciszy nocnej (o godz 22) znów byliśmy we trójkę.
W sumie jakieś 15 godzin dziennie, z czego 12-13 spędzonych wspólnie. I tak przez 42 dni. 🙂
Dlatego pożegnanie było dla nas bardzo trudne i łzawe, najwięcej oczywiście płakała Karolinka, ale nam też oczy zrobiły się mokre. Nic dziwnego – tyle czasu razem, a teraz mieliśmy być osobno. Ale jakoś to trzeba było znieść.
Najgorzej było się przestawić na „domowy” tryb życia. Chociaż mogę sobie spać do godz 10 czy nawet 11, ale brakuje mi tego porannego całusa mojej Myszki, uśmiechu wujka Piotra, tego regularnego trybu życia jaki tam mieliśmy. Bo w domu mogę teraz tylko siedzieć przed komputerem i próbować się czymś zająć aby choć trochę zagłuszyć tęsknotę za Nimi. Chociaż wiem, że z każdym upływającym dniem i tygodniem ta tęsknota będzie rosnąć i rosnąć, aż stanie się nie do zniesienia. Ale mam nadzieję, że wcześniej dojdzie do skutku kolejne spotkanie i znów będziemy bardzo szczęśliwą rodzinką…

AfrikaansAlbanianArabicArmenianAzerbaijaniBasqueBelarusianBulgarianCatalanChinese (Simplified)Chinese (Traditional)CroatianCzechDanishDetect languageDutchEnglishEstonianFilipinoFinnishFrenchGalicianGeorgianGermanGreekHaitian CreoleHebrewHindiHungarianIcelandicIndonesianIrishItalianJapaneseKoreanLatinLatvianLithuanianMacedonianMalayMalteseNorwegianPersianPolishPortugueseRomanianRussianSerbianSlovakSlovenianSpanishSwahiliSwedishThaiTurkishUkrainianUrduVietnameseWelshYiddishAfrikaansAlbanianArabicArmenianAzerbaijaniBasqueBelarusianBulgarianCatalanChinese (Simplified)Chinese (Traditional)CroatianCzechDanishDutchEnglishEstonianFilipinoFinnishFrenchGalicianGeorgianGermanGreekHaitian CreoleHebrewHindiHungarianIcelandicIndonesianIrishItalianJapaneseKoreanLatinLatvianLithuanianMacedonianMalayMalteseNorwegianPersianPolishPortugueseRomanianRussianSerbianSlovakSlovenianSpanishSwahiliSwedishThaiTurkishUkrainianUrduVietnameseWelshYiddish 

English (auto-detected) » Polish
AfrikaansAlbanianArabicArmenianAzerbaijaniBasqueBelarusianBulgarianCatalanChinese (Simplified)Chinese (Traditional)CroatianCzechDanishDetect languageDutchEnglishEstonianFilipinoFinnishFrenchGalicianGeorgianGermanGreekHaitian CreoleHebrewHindiHungarianIcelandicIndonesianIrishItalianJapaneseKoreanLatinLatvianLithuanianMacedonianMalayMalteseNorwegianPersianPolishPortugueseRomanianRussianSerbianSlovakSlovenianSpanishSwahiliSwedishThaiTurkishUkrainianUrduVietnameseWelshYiddishAfrikaansAlbanianArabicArmenianAzerbaijaniBasqueBelarusianBulgarianCatalanChinese (Simplified)Chinese (Traditional)CroatianCzechDanishDutchEnglishEstonianFilipinoFinnishFrenchGalicianGeorgianGermanGreekHaitian CreoleHebrewHindiHungarianIcelandicIndonesianIrishItalianJapaneseKoreanLatinLatvianLithuanianMacedonianMalayMalteseNorwegianPersianPolishPortugueseRomanianRussianSerbianSlovakSlovenianSpanishSwahiliSwedishThaiTurkishUkrainianUrduVietnameseWelshYiddish

English (auto-detected) » Polish
Reklamy

Jedna odpowiedź to “po długiej przerwie…”

  1. Gl@s 25 kwietnia 2011 @ 00:11 #

    Witaj stary druhu 😀 To ja, Twój ukochany kolega z Maga @t 😮 Celowo zgubiłem dwie litery w nicku aby moje oblubienice przynajmniej tutaj dały mi święty spokój 😆 Widzę, że biegasz po świecie 🙂 To dobrze, przynajmniej nie myślisz o reaktywacji naszego maga 😀 Dodałem Twojego bloga do zakładek więc pisz tu regularnie abym wpadał często zamiast latać po stronach xxx :mrgreen:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: