Archiwum | Styczeń, 2012

na przełomie roku…

31 Sty

Jak się macie?
Ja tak sobie, przyszedł mróz, więc choroba daje znać o sobie, poziom bólu podniósł się ponad standard i stał się bardziej dokuczliwy. Ale zimą zawsze tak jest – moja choroba nie lubi zimna, bardzo wtedy cierpię, bolą mnie wszystkie mięśnie, a najbardziej w nogach i rękach. A niestety, w domu nie zawsze jest ciepło, więc ból stał się moim nieodłącznym towarzyszem…
W drugi weekend grudnia moja Karolinka pojechała sobie do cioci. A ja, w tajemnicy przed nią, trochę pospiskowałem z ciocią i postanowiłem zrobić jej niespodziankę. 🙂 W sobotę, 10 grudnia, rano przyjechał do mnie Michał i ruszyliśmy w podróż do Zagórowa. Oczywiście wszystko ściśle tajne łamane przez poufne, nawet gdy pisałem smsy z Karolcią, to nie zdradziłem się ani słowem że już do niej jadę…
Gdy już dojechałem na miejsce, wjechałem do kuchni… mina Karolinki była wprost nie do opisania. 🙂 Ogromna radość połączona ze zmieszaniem i takim lekkim niedowierzaniem… dopiero jak wpadła w moje ramiona to uwierzyła że to nie jest sen. Zjedliśmy obiad, poszliśmy sobie posiedzieć w pokoju… całusy, przytulanie… cały zestaw czułości. 🙂


Gdy wieczorem odjeżdżałem, to oczywiście moja dziewczynka zrobiła się bardzo łzawa, ale tak już ma. 😉
Święta upłynęły mi raczej spokojnie, jak zwykle się trochę przejadłem, ale jak człowiek pości cały dzień, to potem zasiada do kolacji wigilijnej bardzo głodny… kawałek karpia, trochę klusek z makiem, trochę fasolki po bretońsku, kilka pierogów z kapustą i grzybami, drugi kawałek karpia… aż dziw że tyle zmieściłem w moim małym żołądku. Na szczęście nie musiałem brać żadnych tabletek na niestrawność.
Kolejne dni upływały leniwie… Sylwestra spędziłem w swoim pokoju z mamą, oglądaliśmy filmy w telewizji… Trochę się chyba upiłem, ale nie na tyle aby na drugi dzień cierpieć. 😉
Przyszedł drugi weekend stycznia. Ciocia Karolinki potrzebowała informatyka, więc poprosiłem Michała aby mnie do niej zawiózł. Oczywiście moja Karolcia też tam była, już na mnie czekała. Czekał na mnie także laptop, na którym trzeba było zainstalować na nowo Windowsa 7. Trochę mi to zajęło czasu (z przerwą na obiad), ale po godz. 16 miałem już wszystko zrobione i miałem czas dla Karolci. Znów obdarzaliśmy się całusami, znów mogłem ją wziąć w ramiona… korzystałem z każdej sekundy aby się nacieszyć jej osobą.
Pożegnanie było już mniej łzawe niż ostatnio. A gdy przyjechałem do domu i położyłem się do łóżka, to oczywiście przez pół nocy jeszcze rozmawialiśmy przez telefon. 🙂
Kolejne dni mijały, nic ciekawego się nie działo, aż tu mama przyniosła ulotkę ze szkoły… 26 stycznia miał zawitać do naszej małej wioski… Ireneusz Krosny. Tak, ten sławny artysta miał się pojawić w Żabnie. Oczywiście nie mogłem sobie odmówić tej przyjemności i wysłałem mamę po bilety. Gdy nadszedł czas na koncert, to mama wzięła mnie, Michalinę i Agnieszkę, a także naszego Michała, i poszliśmy do strażnicy. Tam trzech facetów wniosło mój wózek po schodach i weszliśmy na salę. Ustawili mnie przed sceną żebym wszystko dobrze widział.
W sumie na ten występ przyszło 120 osób, w tym sporo dzieci. Najpierw czekaliśmy aż rozłożą cały sprzęt – głośniki, czarne zasłony, reflektory… a potem na scenie pojawił się ON. Zaczął się pokaz. Na początku jego skecze były takie średnio śmieszne, ale potem widownia się rozgrzała i zaczęła reagować bardziej żywiołowo. A na końcu gdy dyrygował nami w skeczu „W filharmonii”, gdy podzielił nas na dwie części i klaskaliśmy pod jego dyktando… po tym skeczu byłem wprost oberwany ze śmiechu, a ręce miałem obolałe od klaskania. Ale było super. 🙂

Reklamy
%d blogerów lubi to: