Archiwum | Czerwiec, 2013

Wypalenie…

7 Czer

Kilka dni temu przeczytałem na pewnym portalu artykuł… Autor, 30-letni mężczyzna opisywał w nim jak zmieniło się jego życie w stosunku do gier komputerowych. Dawniej mógł spędzić przy grze nawet kilkadziesiąt godzin, grał w praktycznie każdą nowość na rynku. A od jakiegoś czasu zauważył, że gry go już tak nie fascynują. W dzień nie chce grać przy swojej 5-letniej córeczce w żadne brutalne gry, bo nie chce aby widziała przemoc na ekranie (a 5-latce trochę trudno wytłumaczyć dlaczego tatuś odrąbuje głowy potworom). Zaś wieczorami jest po prostu zmęczony po pracy i najzwyczajniej w świecie nie ma za bardzo ochoty grać. Odczuwa swego rodzaju wypalenie…
Gdy byłem małym dzieckiem, to energii we mnie było mnóstwo. Pamiętam gry i zabawy na szkolnym boisku z kolegami, choroba we mnie była jeszcze uśpiona, więc mogłem robić wszystko co chciałem. Biegałem, skakałem, łaziłem po drzewach…
Gdy wróciłem ze szpitala, to nadal miałem w sobie energię, chociaż były już pewne ograniczenia – zesztywniałe ramiona, których nie mogłem już podnieść do góry. Ale nogi miałem jeszcze sprawne, więc nadal biegałem i skakałem…
FOP usztywniła mi prawą rękę w przegubie, powoli zaczęła przesuwać się na nogi… lewa noga zaczęła się podkurczać w kolanie i zacząłem mieć trochę problemów przy chodzeniu, zacząłem stopniowo coraz bardziej kuleć. Ale mimo to jeszcze chodziłem na dalekie spacery do lasu (takie 4-5 km), z takich wypraw przychodziłem do domu resztką sił i padałem na łóżko ledwie żywy. Dopiero po dwugodzinnym odpoczynku mogłem znów stanąć na nogi. Później wymyśliłem sobie, że będę brał ze sobą jakiś kij i podpierając się nim będzie mi się lżej chodziło. I rzeczywiście – „nordic walking” o jednym kiju (fakt, nie takim od nart, tylko znalezionym w lesie) odciążył trochę moje nogi i chodziło mi się lżej.
Gdy choroba posadziła mnie na wózku, to tej energii już mi nie było potrzeba tak dużo. Bo człowiek, który siedzi cały dzień w jednej pozycji, rusza się na wózku w minimalnym stopniu (głównie stukając w klawiaturę komputera), czasem jeszcze ruszy się na własnych nogach do łazienki… energii do tego wszystkiego potrzebuje w stopniu minimalnym. Chociaż czasem aktywne życie w Internecie też wymagało ode mnie sporego wysiłku.
Po przeczytaniu tamtego artykułu uświadomiłem sobie, że ja też czuję się taki wypalony. Każdy dzień wygląda podobnie – pobudka, poranna toaleta, śniadanie, spacer do łazienki, komputer, obiad, komputer, film lub rozmowa na GG, kolacja, komputer i film w tv, łóżko… Coraz rzadziej wychodzę z domu, bo pogoda też nie jest w moim typie – deszcze (lub burze) i zimno, albo słonecznie i upalnie. Więc albo mogę przemarznąć i zmoknąć, albo spalić się na słońcu i dostać udaru. Siedząc tak w domu mam wrażenie, że życie przecieka mi przez palce…
A fibrodysplazja zabiera mi coraz więcej sił. Dawniej bez problemu maszerowałem do łazienki, a teraz moje nogi są coraz słabsze, muszę po drodze odpoczywać (chociaż do przejścia mam może z 5 metrów w jedną stronę), również kładąc się do łóżka nie dam rady już cofnąć się na nogach do tyłu.
Jestem coraz częściej zmęczony, chociaż nic takiego nie robię. Nawet siedzenie przed komputerem powoli mnie już męczy. Nie wiem czy to sprawka choroby, czy może zwyczajnie się starzeję (w końcu we wrześniu stuknie mi 40-tka), ale jestem coraz bardziej zmęczony i coraz bardziej wypalony.
Czy jest jakiś sposób na odzyskanie energii fizycznej i życiowej?

Reklamy
%d blogerów lubi to: