Archiwum | Lipiec, 2013

O marzeniach…

10 Lip

Dziś mam taki dzień „zamyślenia”. Niby funkcjonuję normalnie, ale gdzieś w głębi mnie siedzą myśli i nie dają mi spokoju.
A o czym tak rozmyślam? Między innymi o swoich marzeniach…
Każdy z nas ma jakieś marzenia, chyba nie znam żadnego człowieka, który by o czymś nie marzył. Jedni marzą o sławie, drudzy o karierze, jeszcze inni o miłości, o podróży dookoła świata, o wygranej w Lotto…
Moje marzenia były takie przyziemne… ale jedno trwało przy mnie całe życie – marzenie o wielkiej romantycznej miłości.
Może dlatego że sam jestem romantyczny, dawniej byłem też typem samotnika, więc lubiłem sobie marzyć, że kiedyś spotkam na swojej drodze kobietę, którą pokocham całym sercem, a ona odwzajemni moją miłość. W myślach miałem już mały biały domek gdzieś nad morzem, gdzie razem z moją ukochaną mogliśmy przytuleni do siebie spoglądać na wspaniały zachód słońca.
Niestety, gdy przyszedł FOP i zaczął się panoszyć w moim ciele, to zaczął powoli niszczyć to marzenie. Z wolna zaczynałem być coraz mniej sprawny… a przecież oceniając kogoś kierujemy się najpierw jego wyglądem, dopiero potem w grę wchodzą inne potencjalne zalety. Więc chłopak z usztywnionym ciałem i wykręconą prawą dłonią nie był zbytnim „ciachem”. To nic że był romantykiem, lubił czytać, można było z nim pogadać na każdy temat… pierwsze wrażenie wizualne było raczej negatywne.
Mijały lata, a ja wciąż byłem sam. Nikt się mną nie interesował, żyłem sobie cicho i spokojnie na uboczu. Ale marzenie o tej miłości ciągle rosło w moim sercu… czasem widząc moich kolegów z dziewczynami czułem w sercu takie ukłucie… trochę im zazdrościłem, że mają kogoś bliskiego.
Gdy choroba osłabiła mnie na tyle, że usiadłem na wózku, to po pierwszym okresie buntu i pogodzeniu się ze swoją sytuacją zdarzało mi się siedzieć przed komputerem, gapić się w okno (nie widząc niczego) i rozmyślać… Tym razem już nie miałem takich naiwnych marzeń, że będę przed domem, zatrzyma się koło mnie samochód i piękna kobieta zapyta mnie o drogę, a potem zainteresuje się moją osobą.
Chociaż siedzenie na wózku miało jeden plus – częściej chodziłem na spacery w towarzystwie dziewczyn. Przychodziły do mnie koleżanki, sąsiadki, brały mój wózek i jechaliśmy przed siebie. Ale byłem traktowany raczej jak małe dziecko, które można powozić w wózku, niż jako facet, z którym można robić coś więcej niż tylko przewieźć na spacerze… Pewnego razu znajomy chłopak powiedział mi, że zazdrości mi tych spacerów z dziewczynami. Gdy mu powiedziałem, że moje życie nie składa się tylko ze spacerów, że codziennie spędzam po 12 i więcej godzin na wózku, odczuwam ciągle ból… już przestał mi zazdrościć.
Potem na wczasach poznałem moją opiekunkę Agnieszkę. Jej opieka i życzliwe podejście do mojej osoby sprawiło, że moje spragnione serduszko zaczęło się do niej wyrywać. Chociaż z powodu mojej nieśmiałości nigdy nie miałem odwagi aby z nią porozmawiać o moich uczuciach. Gdy wczasy dobiegły końcowi i wróciliśmy do domu, to utrzymywaliśmy ze sobą kontakt: pisałem listy, czasem nawet dzwoniłem. Pielęgnowałem w sobie miłość do niej, każdy jej list sprawiał mi ogromną radość. Ale ta miłość to była taka trochę wyidealizowana, platoniczna… i najpiękniejsza, bo pierwsza.
Gdy po moim wyznaniu miłosnym kontakt się urwał, zrozumiałem że ta miłość nie będzie odwzajemniona, że Agnieszka może darzyć mnie przyjaźnią, ale nie ofiaruje mi tego, czego tak bardzo pragnąłem. Zamknąłem się wtedy w sobie i na jakiś czas przestałem marzyć o czymkolwiek…
Ale serce nie sługa, wkrótce znów się obudziło i pragnęło miłości. Jeszcze kilka razy wikłało się w bezsensowne platoniczne miłości, za każdym razem było coraz bardziej cierpiące i bardziej zmęczone…
Aż wreszcie w moim sercu coś zgasło. Tak jak znicz, który pali się, a gdy zabraknie wosku, to gaśnie.
Pewnego dnia siedziałem sobie jak zwykle i patrzyłem w okno, ale… moje myśli były już inne. Nie ma już w nich marzeń o miłości, przestałem już myśleć o tym małym białym domku nad morzem, wspólnych zachodach słońca…
Moje łóżko wciąż jest puste i zimne, nie ma w nim nikogo prócz mnie… i tak już chyba będzie do końca mojego życia…

Reklamy
%d blogerów lubi to: