O eutanazji…

13 Gru

Oglądałem niedawno bardzo niezwykły film, który poruszył mną do głębi…
Mój gust filmowy jest bardzo różny. Preferuję raczej horrory i filmy akcji, a także fantastykę oraz… bajki. 🙂
Czasem też obejrzę coś historycznego, dokument czy film przyrodniczy. Gdy ukazał się film „Sesje” (opowiadający historię sparaliżowanego mężczyzny, który chcąc poznać smak seksu opłaca seksualną terapeutkę), obejrzałem go z zaciekawieniem (i to nie ze względu na „momenty” erotyczne 😉 ). Tematyka osób niepełnosprawnych tak mnie zaciekawiła, że zacząłem szukać innych podobnych filmów.
Jednym z moich ulubionych filmów jest „Moja lewa stopa” (historia Christy’ego Browna, malarza i pisarza tworzącego swoje dzieła lewą stopą). Także „Nietykalnych” obejrzałem z ogromną przyjemnością, a także wiele innych filmów (aktualnie mam w folderze 28 filmów o tematyce niepełnosprawności).
Nie pamiętam już w jaki sposób natrafiłem w internecie na opis filmu „W stronę morza”. Miał on już kilka lat (pochodzi z 2004 roku), ale wcześniej jakoś nie trafiłem na niego. Gdy przeczytałem jego opis na portalu filmowym Filmweb, postanowiłem go poszukać, ściągnąć sobie na komputer i obejrzeć. Gdy wylądował na moim dysku, poszedł na jakiś czas w odstawkę, bo miałem trochę pracy. Ostatnio nie mając nic do roboty postanowiłem coś obejrzeć. Przetrawiłem jeden film, potem drugi, aż w końcu przypomniałem sobie co czeka na mnie. Włączyłem telewizor, odpaliłem film i… wsiąkłem na 2 godziny.
„W stronę morza” opowiada o mężczyźnie sparaliżowanym po skoku do wody, który przez prawie 30 lat walczył o… śmierć. Chociaż był otoczony opieką rodziny i przyjaciół, cały czas starał się o skrócenie cierpienia. Gdy sąd nie zgodził się na eutanazję, to bohater postanawia popełnić samobójstwo. Na końcu jego marzenie o śmierci zostaje spełnione, wypija wodę z cyjankiem i odchodzi…
Po skończonym seansie siedziałem jeszcze jakis czas w milczeniu, patrzyłem przez okno, a przez głowę przechodziły mi różne myśli. Nie wiem czemu, ale ten film wydał mi się taki bliski…
Odkąd FOP posadziła mnie na wózku, to śmierć (a raczej myśli o niej) była przy mnie bardzo często. Gdy ktoś choruje na nieuleczalną chorobę, która powoli go paraliżuje i odbiera mu sprawność, to myśl o odebraniu sobie życia przyjdzie mu w końcu do głowy. Bo po co żyć gdy nie ma się już nadziei na wyzdrowienie, gdy jest się unieruchomionym w pancerzu z kości, zależnym od innych osób, odczuwa się nieustający ból, gdy z tylu rzeczy trzeba zrezygnować…
Ze mną też tak było. Po kilku latach spędzonych na wózku miałem już dość takiego życia. Po głowie chodziły mi różne sposoby na skończenie ze sobą. Siedziałem w pokoju i całymi dniami obmyślałem nalepszy plan odejścia. Śmierć stała się niejako moją obsesją. Nie miałem wtedy jeszcze dostępu do internetu, więc nie miałem wszechwiedzącego wujka Google pod ręką. Sam musiałem wszystko zaplanować…
Przeanalizowałem różne scenariusze śmierci – otrucie lekami, porażenie prądem, wbicie noża w serce, utopienie się, „złoty strzał” z narkotyków… szacowałem szanse powodzenia planu, myślałem nad szczegółami…
Aż pewnego razu w przypływie nastroju depresyjnego postanowiłem skończyć ze sobą. Sposób miał być prosty w realizacji – chciałem podciąć sobie żyły. Kupiłem sobie w sklepie żyletkę (niby do golenia) i pewnego ranka gdy się myłem (robię to samodzielnie przy pomocy myjki), uszykowałem sobie żyletkę i… pojechałem po lewym przegubie. Ból rozcinanej skóry był na tyle silny, że nie miałem odwagi ciachnąć się ponownie. Włożyłem rękę do miski z wodą i czekałem na śmierć. Niestety nacięcie było tylko powierzchowne, po kilku minutach przestało krwawić. Nie miałem już potem więcej siły i odwagi aby zrealizować któryś z pozostałych scenariuszy. Ale myśli o śmierci nadal mi towarzyszyły…
Czytałem kiedyś w internecie jakiś artykuł na temat eutanazji. Opisywane były kraje, w których eutanazja jest dozwolona (m.in. Holandia, Belgia, Luksemburg). Zaciekawiła mnie Szwajcaria, w której sama eutanazja jest zakazana, ale w przypadku gdy człowiek jest nieuleczalnie chory, to dozwolone jest wspomagane samobójstwo.
Po obejrzeniu „W stronę morza” rozmyślałem sobie trochę nad głównym bohaterem i jego pragnieniem śmierci. Gdybym był na jego miejscu, sparaliżowany od szyi w dół, leżący od wielu lat w łóżku, bez cienia nadziei, to zapewne sam bym chciał postąpić tak samo. Ale chociaż (jeszcze) nie jestem w takim stanie jak on, to czasem przechodzi mi przez głowę myśl o śmierci. I nie ma to nic wspólnego z depresją czy zaburzeniami psychicznymi (bo umysłowo jestem w pełni sprawny). Po prostu z każdym upływającym rokiem czuję się coraz bardziej schorowany i zmęczony. FOP niestety postępuje naprzód, atakuje moje ręce i nogi, tak jakby mi chciała odebrać tą resztkę sprawności, jaka mi jeszcze pozostała. Nie chcę za kilka lat wylądować na stałe w łóżku, bo moje nogi nie będą w stanie mnie już nosić. Nie mam żadnych zobowiązań, nie mam własnej rodziny, jedyne co mam to ból i nieustające cierpienie. Więc gdybym miał taką możliwość (prawną i medyczną), to najprawdopodobniej moje życie zakończyłoby się w taki właśnie sposób…
Niestety, póki co to eutanazja jest zabroniona w Polsce. I chociaż ponad połowa Polaków jest za przyspieszeniem śmierci nieuleczalnie chorych na ich prośbę, to obawiam się, że jeszcze długo ten problem nie zostanie rozwiązany. Bo prawa osoby niepełnosprawnej nic nie znaczą w tym chorym kraju…

PS. Gdybyście chcieli zobaczyć ten niezwykły film, to znajdziecie go pod tym linkiem: „W stronę morza”

Reklamy

Komentarze 4 to “O eutanazji…”

  1. Jaskra 15 grudnia 2013 @ 18:34 #

    Jestem chora na SM i doskonale rozumiem tego rodzaju myśli… Jeśli porównać SM do FOP, to w ogóle nie ma o czym mówić, bo przy SM można przez wiele wiele lat prowadzić prawie normalne życie, jak się ma szczęście, to nawet się wózek ominie, ale jednak ma się tą świadomość, że choroba będzie postępować. Uważam, że eutanazja powinna być dozwolona, żeby nie zmuszać choroych ludzi do szukania śmierci na własną rękę… Kilkadziesiąt lat temu w mojej rodzinie chory na raka wujek wyskoczył z okna w szpitalu- to mówi samo za siebie… Szlag mnie trafia, gdy słyszę komentarze o ochronie życia od początku do naturalnej śmierci, to mówią ludzie, których chyba nigdy żadna choroba nie spotkała… :/ Pozdrawiam, trzymaj się ciepło 🙂

    • tprzybysz 17 grudnia 2013 @ 17:53 #

      Myślę że wiele osób niepełnosprawnych chorujących na nieuleczalne choroby chciałoby mieć wybór, aby mogło zakończyć swoje cierpienie zgodnie z prawem. Póki co jest to jeszcze nielegalne, ale miejmy nadzieję, że polskie prawo zmieni się i doczekamy się legalizacji eutanazji…
      Pozdrawiam 🙂

  2. tprzybysz 13 grudnia 2013 @ 22:37 #

    Dziękuję za zrozumienie Małgosiu.

  3. Małgorzata 13 grudnia 2013 @ 21:29 #

    Mimo, że jestem zdrowa i nie pownnam nawet o takich rzeczach myśleć…. i mnie, jako osobę empatyczna nachodza różne refleksje na ten temat. W myslach i wspomnieniach mam dwa obrazy: mojej odchodzacej babci i taty… Każde z nich nieuleczalnie chore i cierpiące. Znacznie krócej niz Ty Tomku. Jedno z nich modlace sie o śmierć i drugie lapiace gasnace zycie kazda czastka i bojace sie nawet zamknac oczy. Nie oceniam… nie chcialabym stanac przed takim wyborem bedac zmuszona decydowc o losie bliskiego czlowieka… ale gdy o tym mysle … dochodze do takich jak Ty wniosków. Chcialabym w takiej chwili moc podjac decyzje… odnosnie mojej osoby. To przeciez jest wolna wola… i chcialabym miec prawo z niej skorzystac aby nie modlic sie o śmierc gdy juz dojde do kresu sil i radosc będzie mi sprawiala tylko mysl o niej…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: