Archiwum | Luty, 2014

W domowym więzieniu…

18 Lu

Co może porabiać osoba niepełnosprawna zimą? Z reguły siedzi w domu, bo gdy jest ślisko, lód i śnieg, to trudno wtedy jeździć wózkiem na dworze. No chyba że ktoś pracuje lub chodzi do szkoły, to nie ma innego wyjścia i musi opuścić domowe ciepełko.
Ja ostatni raz byłem na świeżym powietrzu w październiku, gdy jeszcze było dość ciepło. Wybrałem się wtedy na ostatni spacer wózkiem elektrycznym, pojechałem sobie (jak zwykle) do lasu na Krajkowo, aby się zrelaksować, posiedzieć trochę w ciszy, nałykać świeżego leśnego powietrza, złapać ostatnich promieni słonecznych…
Potem było jak co roku – dostałem informację z sądu, że odbyła się zaoczna rozprawa, na której zostałem skazany na pół roku siedzenia w domu z możliwością przedłużenia odsiadki. W uzasadnieniu wyroku pisało o tym, że sąd kieruje się moim dobrem i z uwagi na osłabioną odporność chce abym dbał o siebie, nie przemarzał, nie przeziębiał się… Oczywiście od wyroku nie było odwołania, musiałem odsiedzieć cały wyrok bez prawa do wcześniejszego opuszczenia swojego domowego więzienia.
Co tu można robić w domu przez pół roku? Hm… dobre pytanie. Jako rencista nie mam oficjalnie pracy, mieszkam na wsi, więc nie mogę skorzystać z żadnych rozrywek kulturalnych (bo teatr czy koncert oglądany w telewizji nie zastąpi wydarzenia na żywo). Znajomych na wsi też nie mam zbyt wielu, więc oprócz bratanków i sąsiadki właściwie nikt mnie nie odwiedza. A nie, zapomniałbym o Michale, ale on ma mnóstwo roboty przy swoich pijawkach, więc odwiedza mnie okazyjnie jak akurat jest w pobliżu.
Całą moją rozrywką i oknem na świat jest komputer. Uruchomiony przy śniadaniu, chodzi aż do nocy, gdy go wyłączam i idę do łóżka. Rano przy jedzeniu przeglądam pocztę i wiadomości, potem odpalam Facebooka, sprawdzam co nowego słychać u znajomych i na stronach przeze mnie subskrybowanych. Gdy już wszystko przejrzę, dochodzi południe. Z uwagi na to, że nie ma nic ciekawego o tej porze w tv, to najczęściej czytam sobie prasę (Polityka, Wprost, Newsweek, Angora), gram sobie w jakąś logiczną grę, słucham muzyki albo włączam sobie na komputerze jakiś film. Ostatnio pościągałem sobie kilka fajnych seriali i oglądam po trochu – 5-8 odcinków dziennie, żeby za bardzo nie przemęczać oczu. „Połknąłem” tak niedawno dwa sezony serialu Grimm i American Horror Story, a teraz czeka sześć sezonów Primeval. 🙂
Czasem też trafi mi się jakaś mała robótka w necie – poszukać znajomemu jakiś film czy program, pogrzebać zdalnie przez Teamviewer na czyimś komputerze (w celach naprawczych, nie hakerskich), pobawić się przy zrobieniu prostej strony internetowej… ale sam jakoś nie mogę się zabrać za poprawienie swoich stron, na razie zmieniłem tylko szablony, może na wiosnę zrobię aktualizację… 😉
A wieczorem komputer jest wymieszany z telewizorem – jednym okiem oglądam jakiś film, a drugim siedzę w komputerze i piszę ze znajomymi na gg czy fb. I tak aż do godz. 23, gdy wyłączam sprzęt i kładę się do łóżka, gdzie jeszcze trochę oglądam tv, aż nie zasnę.
I tak dzień w dzień, aż do końca mojego wyroku…
Chociaż tym razem było trochę zmian. Najpierw w grudniu mama się rozchorowała – dostała bezobjawowe zapalenie płuc, mimo leków „gasła w oczach”. Dopiero prześwietlenie w szpitalu odkryło prawdę o jej zdrowiu, a seria zastrzyków przywróciła ją do zdrowia.
Ale coś chyba przeszło na mnie, bo na początku stycznia ja zacząłem czuć się nie najlepiej. Takie jakieś osłabienie, dreszcze, bóle mięśni – wszystko wskazywało na grypę. Ale mimo lekarstw nie mijało, aż wreszcie doszedł kaszel, który o mało mnie nie wykończył. Mama kupiła mi ACC Optima, ale było jeszcze gorzej, myślałem że się uduszę i wypluję płuca. To z powodu FOP, która unieruchomiła mi klatkę piersiową w kostnym pancerzu i dzięki temu mam zmniejszoną pojemność płuc i ograniczone możliwości odkrztuszania. Więc męczyłem się bardzo przez ponad trzy tygodnie, aż wreszcie druga wizyta lekarza i nowe leki sprawiły, że powoli zacząłem wracać do zdrowia. Znaczy że kostucha jeszcze nie przyjdzie po mnie. 😉
Bo nie wiem czy wiecie, ale jednym z najczęstszych powodów śmierci osób z fibrodysplazją jest właśnie zapalenie płuc. Dlatego też staram się dbać o siebie, bo czuję że jestem tu jeszcze potrzebny…
I tak powoli mija mi ten pobyt w moim więzieniu. Czasem gdy siedzę i patrzę sobie przez okno, widzę jak ładnie świeci słońce, to mam ochotę „wykiwać klawisza” i uciec na dwór zaczerpnąć powietrza. Ale wiem, że to tylko złudne ciepło, temperatura nie przekracza nawet dziesięciu stopni, a wiatr jest zimny. Więc szybko mógłbym wrócić z tego spaceru z kolejną infekcją, na którą nie mam ochoty.
Więc pokornie czekam na koniec odsiadki, mam nadzieję że tym razem sąd okaże się łaskawy i wyrok nie zostanie przedłużony…

Reklamy
%d blogerów lubi to: