Archiwum | Lipiec, 2014

Komórkowo…

5 Lip

Ostatnio rozmawiałem ze znajomym o tym jak technika idzie do przodu, to co jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu wydawało się czymś nieosiągalnym, dzisiaj jest czymś pospolitym. Ot, choćby telefony komórkowe…
Moja historia z telefonami zaczęła się od telefonu stacjonarnego. Gdy Telekomunikacja Polska (popularna Tepsa) zaczęła instalować w Żabnie telefony, to złożyłem wniosek na numer. Trochę czekałem, ale w końcu doczekałem się własnej linii telefonicznej. Aparat przeze mnie kupiony miał bezprzewodową słuchawkę, stacja bazowa była u mnie w pokoju, a słuchawka u mamy w kuchni, gdy czegoś potrzebowałem, to wołałem ją przez wewnętrzny interkom. Pierwsze rozmowy to było coś wyjątkowego, bo dopiero po tygodniu telefon zadzwonił po raz pierwszy. 🙂
Kilka lat później zapragnąłem mieć telefon komórkowy, chciałem mieć kontakt z domem gdyby np. na spacerze coś mi się stało z wózkiem i potrzebowałbym pomocy drogowej. Zbierałem kasę przez kilka miesięcy, aż wreszcie doczekałem się. Moją pierwszą komórką był Siemens C25. Wyświetlacz wielkości znaczka pocztowego, bateria wytrzymywała od rana do wieczora, ale miałem swój własny telefon komórkowy. Z uwagi na brak opcji głośnomówiącej było mi trochę trudno rozmawiać, a nie chciałem siedzieć cały dzień ze słuchawką w uchu. Ale Michał (którego już wtedy znałem) wymyślił coś fajnego – wziął plastikową rączkę, przyczepił do niej stalową płytkę, kupiłem pokrowiec do komórki z takim zaczepem do paska od spodni i mogłem już swobodnie rozmawiać – gdy ktoś zadzwonił, to odebrałem, zaczepiłem telefon na płytce i mogłem prowadzić rozmowę. Rączkę z płytką mam do dziś, ale służy mi już do innych celów. 🙂

Siemens C25

Siemens C25




Po jakimś czasie zapragnąłem zmienić telefon na nowszy. Moje możliwości finansowe pozwoliły mi na kupno kolejnego Siemensa – tym razem był to model S35. Wyświetlacz był już lepszej jakości niż w C25, na klawiaturze był osobny przycisk do książki telefonicznej, no i dzwonki brzmiały w nim o wiele lepiej. Można także było wgrać do niego odpowiednie patche, które usprawniały korzystanie z tej komórki.

Siemens S35

Siemens S35

Następnym telefonem był srebrny Siemens ME45 -bardzo mi się podobał zegar z godziną jako wygaszacz ekranu, a przede wszystkim miał już tryb głośnomówiący, więc nie musiałem bawić się z pokrowcem i rączką, bo wystarczyło tylko kliknąć przy odebraniu rozmowy i już mogłem rozmawiać przez głośnik. . No i przeróżnych patchy było na niego o wiele więcej niż na poprzedników (choćby zmiana wskaźnika sieci, poziom baterii w procentach, netmonitor do monitorowania parametrów sieci…).

Siemens ME45

Siemens ME45

Pierwszą komórką z kolorowym wyświetlaczem był Siemens S55 – fajny telefon z… aparatem fotograficznym. Wprawdzie nie wbudowanym, tylko przyczepianym do gniazda ładowania, ale miał lampę błyskową i jak na tamte czasy zdjęcia wychodziły całkiem niezłe. Oto próbka jego możliwości fotograficznych: 🙂

Zdjęcie z Siemensa S55

Zdjęcie z Siemensa S55

Na 256-kolorowym wyświetlaczu tapetki czy zdjęcia wyglądały całkiem przyzwoicie, po raz pierwszy także mogłem odbierać i wysyłać MMSy. Fajnie było kumplom wysłać zdjęcie ze spaceru czy dostać od nich fotkę jakiegoś ładnego zakątka kraju. O patchach nie ma co wspominać, bo im nowszy model Siemensa, tym patchy było więcej i z komórką można było wyczyniać prawdziwe cuda. Chociaż jeszcze miałem być zaskoczony… 😉

Siemens S55 z dołączanym aparatem foto

Siemens S55 z dołączanym aparatem foto

Następcą S55 był Siemens S65 – z wbudowanym aparatem (nie musiałem już nosić dodatkowego pudełka), z ogromnym wyświetlaczem graficznym (2.1 cali i 65 tys. kolorów), świetną jakością rozmów na głośniku… Obsługiwany średnio wygodnym joystickiem, także klawiatura nie była zbyt dobra do pisania. Ale miał duże możliwości modyfikacji, patchy było na niego mnóstwo i miałem m.in. kukułkę, która informowała mnie o pełnej godzinie, automatycznie włączany tryb głośnomówiący i kilka innych ciekawych rzeczy.

Siemens S65

Siemens S65

Kolejną komórkę także chciałem ze stajni Siemensa, niestety firma ta została wykupiona przez tajwańską firmę BenQ. Wyprodukowali bardzo fajny model – BenQ-Siemens S88, którego stałem się posiadaczem. Miał piękny wyświetlacz w 256 tys. kolorów i technologii Amoled, na którym barwy były odwzorowane znakomicie, a jakość obrazu wręcz fenomenalna. Aparat 2 Mpix robił zadziwiająco dobre zdjęcia, miałem go w Górznie i sesje fotograficzne były znakomite. Był też pierwszą komórką wykrywaną przez komputer jako dysk przenośny, więc kopiowanie plików z karty lub na kartę było drobnostką.

BenQ-Siemens S88

BenQ-Siemens S88

Gdy przyszedł czas na zmianę telefonu, to mój wybór padł na komórki z systemem Symbian. Wiele o nim czytałem, fascynowała mnie łatwość dostosowania telefonu do swoich oczekiwań, bo nie musiałem się już bawić we wgrywanie patchy, w Symbianie wystarczyło wgrać program tak jak w komputerze i gotowe.
Pierwszą komórką z Symbianem była Nokia N73. Solidny aparat foto 3.2 Mpix robiący przyzwoite zdjęcia, drugi aparat z przodu do wideorozmów (niestety, nigdy tego nie wypróbowałem), duży wyświetlacz, klawiatura dobra do pisania, chociaż klawisze funkcyjne trochę niefortunnie były na brzegach, ale nie przeszkadzało to zbytnio w pisaniu. Sterowanie joystickiem, chodził lekko i obsługiwało się go lepiej niż w Siemensach.

Nokia N73

Nokia N73

Minęło trochę czasu i zachciało mi się kolejnej zmiany. 🙂 Symbian był fajny i użyteczny, więc pozostałem przy nim, chciałem tylko żeby komórka miała wygodną klawiaturę. Upatrzyłem sobie Nokię E71 – z nowszym Symbianem, szybszą, z większym wyświetlaczem (16 mln kolorów), aparat foto podobny jak w N73. Z nowinek technicznych miała GPS oraz WiFi. W telefonie były fabrycznie wgrane Nokia Maps, które wielokrotnie testowałem podczas podróży i spacerów i zawsze mnie doprowadziły bezbłędnie do celu. A WiFi użytkowałem leżąc już wieczorem w łóżku, gdy sobie na komórce łaziłem po necie czy fb. Także w Górznie korzystałem z darmowego WiFi bez chodzenia do sali komputerowej. Pełna klawiatura QWERTY (taka jak w komputerze) była bardzo wygodna w pisaniu, wreszcie przestałem korzystać z słownika T9, bo szybciej mi się pisało bez niego, również płaski klawisz nawigacyjny lepiej się obsługiwało niż joystick.

Nokia E71

Nokia E71

Aż wreszcie Symbian przestał być aktualizowany, więc trzeba było pomyśleć o czymś nowym. Jako że telefony Apple były zbyt drogie, więc zdecydowałem się wybrać Androida. Z tego co czytałem to miał on mieć podobne możliwości personalizacji telefonu co Symbian, ale programów na niego było o wiele więcej.
Wybrałem HTC ChaCha. Chciałem nadal mieć telefon z pełną klawiaturą, która w „Czaczy” okazała się nad wyraz wygodnia, każdy klawisz był osobno i pisało się na niej bajecznie. Ekran troszkę większy niż w Nokii, o większej rozdzielczości, dotykowy (więc trzeba było nauczyć się obsługi poprzez przesuwanie palcami), aparat 5 Mpix dobrej jakości, no i Android… byłem oszołomiony co można na nim zrobić, właściwie wszystko co tylko chciałem. Jedynie kawy mi nie robił i nie smażył jajecznicy. 😉 Wszystkie programy i dodatki używane na Symbianie udało mi się znaleźć na Androidzie, nawet kukułkę. 🙂 A do nawigacji mam Automapę, więc dojadę wszędzie bez problemu.

HTC ChaCha

HTC ChaCha

Ale po jakimś czasie jedna rzecz zaczęła mi przeszkadzać – trochę zbyt mały ekran. Mimo wszystko trochę ciężko było klikać palcami na takim małym ekranie (wielkość podobna jak w Nokii E71). Zamarzył mi się kolejny telefon, który mógłbym wygodnie obsługiwać palcami. Także klawiatura czasem mi się zacinała, więc zapragnąłem mieć klawiaturę ekranową. Po wzięciu małej pożyczki zrealizowałem swoje marzenie telefonu z dużym ekranem – następcą „Czaczy” został Samsung Galaxy S2. Full wypas: dwurdzeniowy procesor, wyświetlacz 4.3 cala w technologii SuperAmoled, 1 GB pamięci systemowej i 16 GB wbudowanej pamięci użytkowej, świetny aparat 8 Mpix…
Telefon, dzięki któremu mogłem zrobić wszystko bardzo wygodnie i szybko. Przeglądanie internetu, pisanie smsów, oglądanie filmów, nawigacja… wszystko dało się zrobić prosto i jedną ręką. Telefon wręcz wymarzony dla mnie. 🙂

Samsung Galaxy S2

Samsung Galaxy S2

I pewnie miałbym go do tej pory, gdyby nie moje urodziny… w ubiegłym roku zrobiłem małe przyjęcie dla grupki przyjaciół, a oni zrobili mi niesamowitą niespodziankę – wśród prezentów znalazł się… telefon LG Nexus 4. 🙂 Oczywiście na moim ulubionym systemie Android, czterordzeniowy potwór z 2 GB pamięci systemowej i 16 GB pamięci użytkowej, piękny 4.7-calowy ekran w technologii IPS i rozdzielczości HD, aparat 8 Mpix o znakomitej jakości zdjęć (jak na komórkę), wszystko chodzi płynnie i bez zacięć…

LG Nexus 4

LG Nexus 4

Chciałbym powiedzieć że to będzie pewnie mój ostatni telefon, ale jak znam siebie, to za jakiś czas znowu coś wprowadzą lepszego, co uznam za warte posiadania. 🙂
Chociaż może kolejna komórka będzie taka jak w filmach… cienka przezroczysta płytka z wideorozmowami w standardzie… albo jakiś hologram… wszystko jest możliwe. 🙂

Reklamy
%d blogerów lubi to: