Archiwum | Styczeń, 2015

Strach…

19 Sty

Pamiętacie gdy jakiś czas temu pisałem o bólu, jaki mi codziennie dostarcza FOP? Myślałem, że nic gorszego nie może mi się już przytrafić…
Do bólu jestem już przyzwyczajony, w końcu kto go nie zna lepiej niż ja… codzienne porcje jakie daje mi moja choroba sprawiły, że ból stał się częścią mojego życia. Ale ostatnio doszło coś jeszcze… strach.
Od kilku miesięcy obserwuję jak FOP zabiera mi po skrawku resztki zdrowia i sprawności jaka mi jeszcze pozostała. A to obudzę się rano cały zesztywniały, a to ręka mnie pobolewa bardziej niż zwykle, a to nogi są coraz słabsze… Ale jako tako jeszcze funkcjonowałem, dopóki to moje genetyczne paskudztwo nie zaczęło coraz bardziej postępować. Najbardziej to zauważyłem podczas porannych spacerów do łazienki. Chociaż do łazienki mam może ze trzy metry (jest po drugiej stronie korytarza, naprzeciwko mojego pokoju), to pójście tam na nogach wymaga ode mnie coraz większego wysiłku. Zauważyłem, że prawa noga robi się w kostce coraz sztywniejsza, czasem te kilka kroków do łazienki sprawiało mi wiele bólu. Na szczęście mama zawsze mnie trzyma za ramiona, więc nie miałem żadnej wywrotki. Również lewa ręka zaczęła sprawiać trochę problemów, dłoń także zaczęła sztywnieć, więc podpieranie się laską bardzo szybko męczyło rękę.
Jakby tego było mało – oprócz sztywności choroba dorzuciła mi solidną porcję bólu. Okazało się, że to co przeżyłem dotychczas, to była drobnostka wobec tego co przyszło teraz. Bolało mnie wszystko… dłonie, ramiona, nogi, stopy, szyja… każdy mięsień w moim organizmie krzyczał z bólu. A lekarstwa przeciwbólowe pomagały tylko na trochę.
Wyobraźcie sobie że jesteście starzy, macie reumatyzm, który wam dokucza, bo za oknem jest zimno i deszczowo. Wasze mięśnie są obolałe. A teraz wyobraźcie sobie, że ja odczuwam to samo, tylko potrójnie.
Do tego jeszcze doszedł strach. Nigdy nie przejmowałem się moim zdrowiem, nie myślałem co będzie w przyszłości, żyłem dniem dzisiejszym. Ale gdy wieczorem kładłem się do łóżka i w połowie nocy budziło mnie drętwienie nóg lub bóle ramienia, gdy rano wstawałem i nie wiedziałem czy dam radę ustać na nogach, gdy czułem coraz większy ucisk w klatce piersiowej i mając czasem problemy z oddychaniem odczuwałem coraz większą warstwę tkanki kostnej na piersi, gdy nogi tak mi drętwiały, że obawiałem się czy nie dostanę jakiegoś zatoru żylnego… całe ciało dawało mi znaki, że coś jest nie tak, że robi się coraz gorzej. Ale ja niestety nic nie mogę z tym zrobić. Nie ma żadnego lekarstwa na FOP, nic nie jest w stanie mi pomóc, uczynić jakis cud (zresztą nie wierzę w żadne cuda). Mogę jedynie starać się utrzymywać tą sztywniejącą coraz bardziej kupę mięśni w jako takim działaniu i liczyć że nie dane mi będzie żyć dalej jako pomnik…
Człowiek w akcie desperacji zdolny jest do wszystkiego. Ja również chciałem sobie jakoś ulżyć, żeby chociaż nie odczuwać tak wielkiego bólu. Dotarłem do artykułów o leczniczych właściwościach marihuany, poczytałem i zdecydowałem, że spróbuję. Nie, nie zamierzam ćpać, zresztą marihuana jest w naszym kraju nielegalna, więc trudno by mi było zdobyć gdzieś czysty towar najwyższej jakości. Zdecydowałem się na zakup marihuany medycznej w postaci oleju. Ma on działanie przeciwbólowe, może więc skróciłby moje cierpienia. Nie zawiera też substancji odurzających, więc nie będę na haju. A jeśli pomógłby mi nie tylko w bólu, to by było całkiem super.
Zamówiłem sobie w sklepie internetowym w Holandii jedną buteleczkę, zobaczymy jakie będą rezultaty. Jeśli nie pomoże, to będę dalej szukał czegoś co ograniczy moje cierpienie.

Trzymajcie za mnie kciuki…

Reklamy
%d blogerów lubi to: