Archiwum | Lipiec, 2015

FOP a pogoda

13 Lip

Otrzymałem kiedyś mailem pytanie: Czy pogoda ma jakiś wpływ na FOP? Owszem, u mnie ma…
Gdy byłem małym dzieckiem, to nie zwracałem uwagi na pogodę. Lubiłem bawić się latem gdy w słoneczne dni temperatura przekraczała 30 stopni, lubiłem także letnie deszcze, które chłodziły rozpalony świat obmywając go z kurzu. Podczas burzy stałem sobie na progu domu i obserwowałem błyskawice obliczając jak daleko stąd uderzają. A czasem też zdarzało mi się przemoknąć gdy na spacerze złapał mnie deszcz… Pogoda była czymś naturalnym, co było częścią mojego świata.
Gdy trochę podrosłem, a FOP zaczęła powoli usztywniać mi lewą nogę w kolanie, to takie cieplejsze dni były już przeze mnie gorzej znoszone. Raz że wysoka temperatura szybko mnie odwadniała (a kiedyś nie brało się na spacer do lasu plastikowej butelki z napojem), a dwa to upał szybko mnie męczył, zwłaszcza gdy noga bardziej już się podkurczyła i chodzenie przychodziło mi z większym wysiłkiem niż dotychczas. Z konieczności więc musiałem ograniczyć dalsze wyprawy, trzymałem się już bliżej domu.
Po latach gdy FOP posadziła mnie na wózku zaczęły się jeszcze większe problemy. Przede wszystkim moja skóra stała się bardziej wrażliwa na słońce. Być może to skutek wielomiesięcznego siedzenia w domu (gdy jeszcze nie miałem wózka), ale wystarczyło że posiedziałem kilkanaście minut na słońcu (nawet zwrócony tyłem do niego), a już moja skóra robiła się czerwona i reagowała poparzeniem i bąblami. Być może także dlatego, że w niektórych miejscach (np. na dekolcie) choroba „zjadła” tłuszcz zostawiając mi tylko cienką skórę oraz tkankę kostną. A cienka skóra wystawiona na działanie promieni słonecznych, zwłaszcza skóra jasna i wrażliwa, raz dwa się spali.
Dodatkowo zaczęły się problemy z krążeniem… Bo siedząc cały dzień na wózku nogi w udach są uciskane od wózka, mimo tego że mam dwie miękkie poduszki do siedzenia. Więc upał zaczął być dla mnie szkodliwy i bardzo uciążliwy. Gdy temperatura przekracza 26 stopni, to robię się bardzo osłabiony, nie mam siły na nic, a spacer do łazienki po drugiej stronie korytarza męczy mnie jak bieg maratoński na 42 km. Serce mi wariuje, czasem bije jak oszalałe, a czasem ledwo co je słychać. Płuca ściśnięte w kostnym pancerzu też już ledwie dają radę dotleniać organizm.
Ale to nie znaczy, że deszcz jest dla mnie wybawieniem. O nie…
Mając FOP czuję się czasem jakbym doświadczał ataku reumatyzmu. Gdy zbliża się deszcz, to ja to czuję „w kościach”. A właściwie to w skostniałych mięśniach. Nogi mi sztywnieją w stopach, dłońmi ruszam z trudnością, bo każdy ruch sprawia mi ból. Wyprawa do łazienki przeradza się w pieszą wycieczkę dookoła Polski. Bez leków przeciwbólowych chyba bym nie wytrzymał…
W ciągu ostatniego tygodnia pogoda przeszła od ogromnego upału (36 stopni, w pokoju miałem 28) do opadów deszczu. Dziś rano za oknem była jeszcze lekka mżawka, solidny deszcz był w nocy. Obudziłem się taki połamany, jakby ktoś mnie wrzucił do betoniarki i włączył ją na kilka rundek.
Nie wiem, może ktoś inny nie odczuwa tak bardzo zmian pogodowych. Ale ja nie lubię skrajności – ani deszczu, ani też upału. Dla mnie optymalna temperatura waha się między 22 a 25 stopni przy odrobinę zachmurzonym niebie. Wtedy czuję się dobrze, nie mam problemów ani z krążeniem, ani z poparzoną skórą.
Oby taka pogoda nastąpiła szybko i na dłużej, bo planuję odbyć kilka dłuższych spacerów… brakuje mi już tego…

Reklamy
%d blogerów lubi to: