FOP nie odpuszcza…

5 Maj

Nie wiem czy ja mam ostatnio jakiegoś pecha czy może ta moja genetyczna cholera obudziła się na wiosnę, ale to co wyprawia to się w głowie nie mieści…
Odkąd 22 lata temu usiadłem na wózku, to możliwość doznania urazu zmniejszyła się do minimum. Miałem może 2-3 wywrotki na wózku, a także kilka upadków podczas spaceru do łazienki. Poza tym był spokój, więc FOP trwała w uśpieniu. Czasem jednak przebudziła się na chwilę, wykręciła mi mięśnie bólem, usztywniła bardziej nogi czy wgryzła się delikatnie w ręce wykrzywiając je nieznacznie. Ale odpędzona lekami przeciwbólowymi zasypiała i był spokój na jakiś czas.
Teraz jednak coś się zmieniło, chociaż nie wiem co. Bo przecież każdy dzień wygląda tak samo, jedzenie się nie zmieniło, alkohol smakuje tak samo, nie ma urazów, nie biorę narkotyków czy dopalaczy, nikt mnie nie torturuje… 😉
Ale odkąd miałem ten ostatni przebłysk w nodze, to czuję pewne dość niepokojące zmiany w swoim ciele.
Zacznijmy od tego, że na lewym paluchu u nogi zrobił mi się z boku taki mały guzek. To jest na pewno taka mała skostniała narośl, bo na innych palcach też je idzie wyczuć. Ale tutaj guzek zaczyna rosnąć, ma jakieś 1,5 cm i wciąż mnie pobolewa, bo obcieram go w bamboszu. Problem w tym, że nie mogę go owinąć bandażem, bo wtedy nie zmieszczę nogi w bambosz, a z kolei wszelkie kapcie i bambosze są dość wąskie, więc zmiana obuwia też nic nie da.
Problem drugi – prawa noga. Tutaj zabawa zaczęła się jeszcze w grudniu ubiegłego roku (o czym już pisałem). Po problemach z chodzeniem noga wróciła jako tako do siebie, ale… jednak nie do końca. Czasem odczuwałem w niej większą sztywność, gdy rano wstawałem z łóżka, to odczuwałem w niej zwiększone napięcie mięśni i było mi ciężko iść do łazienki. Przez kilka tygodni było dość spokojnie, ale ostatnio sztywność w kostce powróciła. Nogę czuję taką dziwną, ciężko mi poruszać stopą, mimo smarowania żelem przeciwbólowym i maścią kasztanową stopa jest trochę opuchnięta, czuję takie dziwne drętwienie na skórze, a mięśnie na wierzchu stopy (przy dużym paluchu) zaczynają być trochę napięte. Prawdopodobnie zaczyna się tam skostnienie, ale idzie tak powolutku, żebym nie zauważył…
Kolejnym problemem jest lewa noga – po ostatnim przebłysku miałem może ze dwa tygodnie spokoju i zabawa zaczęła się na nowo… rano obudziłem się i wszystko było w porządku, po śniadaniu spacer do łazienki (zero problemów z chodzeniem), potem usiadłem na wózku i… w południe zacząłem odczuwać ból w lewej stopie. Tak bez niczego, po prostu zaczęło mnie boleć samo z siebie. Najbardziej bolał mnie duży paluch, już myślałem że przeskoczyło mi jakieś ścięgno, każdy ruch paluchem przeszywał mnie niesamowitym bólem. Wieczorem smarowanie żelem przeciwbólowym, w nocy trochę ulgi, na drugi dzień od rana znowu ból i problem z pójściem do łazienki. Jakoś dałem radę, reszta dnia z bólem, wieczorem maść… tak było chyba jeszcze dwa dni, ból trochę ustąpił, ale paluch już jest usztywniony, nie bardzo już mogę nim poruszać. Oprócz tego zwiększone napięcie mięśni uda i łydki, czasem czuję jakbym tam miał struny od gitary zamiast mięśni.
A największy problem zostawiłem na koniec. Zaczęło się zupełnie niewinnie – coś mnie zaczęło kłuć w lewym boku. To takie odczucie jakbym biegł kilkaset metrów i dostał kolki w boku od biegania. Ale skoro tyle lat jestem już na wózku i mogę zrobić tylko kilkanaście kroków (i to jeszcze z asekuracją), więc żadne biegi nie wchodziły w grę. 🙂
Kłucie zacząłem odczuwać tuż pod żebrami. Z początku myślałem, że może to jakieś odbicie mięśnia, ale przecież bym wiedział gdybym tam się uderzył lub został uderzony. Gdyby to było z tyłu na plecach, to mógłbym pomyśleć że to odduszenie mięśni spowodowane długim leżeniem w jednej pozycji w łóżku. Ale to były mięśnie z przodu, a na brzuchu nie dam rady ani spać, ani leżeć. Potem pomyślałem o skostnieniu. Skoro na lewym paluchu pojawił się guzek, to mógł się pojawić także i na boku. Ale pobieżna inspekcja nie wykazała niczego. A ból był czasem dość solidny, zwłaszcza gdy w nocy przewracałem się z boku na bok i musiałem do tego boku przycisnąć rękę. Po kilkunastu dniach już wiedziałem co to jest – niestety, to kolejny problem chorobowy. Pojawiła się tam taka wypukłość, jakby opuchlizna, bolesne przy dotyku, chociaż nie do końca jeszcze zesztywniałe. Teraz już wiem, że FOP założyła mi kolejny kawałek kostnego pancerza. Robi się coraz cięższy, ale niestety nie da rady go zdjąć. Będę się w nim męczył do końca życia, dopóki starczy mi sił do jego noszenia…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: