Spotkanie po latach

20 Czer

Po powrocie ze szpitala miałem tydzień czasu aby dojść do siebie, ponieważ siedem dni później miałem umówione spotkanie…

Iwonę poznałem 4 marca 2003 roku. Była dziennikarką z lokalnej gazety w Skarżysku-Kamiennej, przypadkowo trafiła na dziecko chore na FOP. 2.5-letni Adrian był leczony chemioterapią w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, dzięki mojej interwencji „terapia” została przerwana, a Adrian zabrany przez rodziców do domu. Potem kontynuowaliśmy naszą wirtualną znajomość, Iwona pisała mi jak się czuje Adrian, jak postępuje choroba, co porabiają jego rodzice…
Potem gdy wyjechała za granicę, to kontakt nam się trochę rozluźnił, ale później gdy rozpoczęła się era Facebooka, gdy się znowu odnaleźliśmy, to nasza przyjaźń ponownie rozkwitła. Tylko tym razem było łatwiej, bo zamiast czekać na maila mogliśmy sobie pogadać „na żywo” na czacie, widzieliśmy się na bieżąco na zdjęciach…
Podczas jednej z rozmów Iwona obiecała mi, że przyjedzie do mnie w odwiedziny i zobaczymy się na żywo. Była wtedy w Norwegii, więc wiedziałem że trochę potrwa spełnienie tej obietnicy. Czas mijał, aż w końcu na początku maja otrzymałem informację, że 24 maja Iwona wraz z mężem przyjedzie do mnie na kawę. Przed wyjazdem do szpitala zastanawiałem się czy zdążę wrócić do domu, ale okazało się że będę tam na tyle krótko, że zdążę bez problemu.
Przyszedł w końcu oczekiwany wtorek, Iwona zapowiedziała się na popołudnie, więc mogłem bez pośpiechu zjeść śniadanie i zająć się swoimi sprawami, a także przygotować się psychicznie. O dziwo – byłem zupełnie spokojny, chociaż gdy czekam na zapowiedzianych gości czy muszę gdzieś jechać, to zawsze się trochę denerwuję i mam ściśnięty żołądek. Ale te nerwy mam tylko przy oczekiwaniu na spotkanie, potem jest już wszystko w porządku.
Zjadłem obiad, włączyłem sobie muzykę i czekałem. Trochę zrobiłem się śpiący (jak to czasem mam po jedzeniu), ale rozbudziłem się gdy zadzwoniła Iwona z informacją, że będą trochę później (koło godz. 16). Ponieważ mieli problem z nawigacją, to wysłałem jej MMSem mapkę z drogą ze Śremu do Żabna.
W końcu dotarli do mnie. Przywitaliśmy się serdecznie, w prezencie dostałem fajny kubek z norweskimi trollami oraz… pęto kiełbasy z łosia (!). Usiedliśmy do kawy z ciastem, jak zaczęliśmy rozmawiać, to buzie nam się nie zamykały nawet na chwilę. Iwona była pełna podziwu, że mimo choroby i ograniczenia ruchowego tak dobrze sobie radzę. No w końcu trzeba być troszkę samodzielnym, nawet jeśli ręce są usztywnione, no nie? 🙂
Kawa została wypita, ciasto zjedzone, a goście musieli ruszać w dalszą drogę. Przy pożegnaniu Iwona zapytała czy może mnie przytulić. Oczywiście zgodziłem się, bo przecież nie jestem zrobiony z plasteliny i przytulenie mnie nie uszkodzi. 🙂 Objęła mnie ramionami i… po policzkach popłynęło Jej kilka łez wzruszenia. Mnie również oczy z lekka zwilgotniały, bo rzadko się zdarza, że ktoś mnie przytula…
Mama odprowadziła ich do samochodu i pojechali. Późniejszym wieczorem Iwona napisała mi na Facebooku, że już dojechali na miejsce, cieszyła się bardzo z naszego spotkania, a także obiecała dalsze odwiedziny.

Czasem trzeba czekać nawet kilkanaście lat, żeby wirtualną przyjaźń ukoronować spotkaniem na żywo. Ale są osoby, na które warto czekać tyle czasu, prawda Iwonko? 🙂

20160524_174733_HDR

Wreszcie się doczekałem 🙂

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: