Archiwum | Lipiec, 2016

Kawa z RettSisters

6 Lip

Pamiętacie jeszcze RettSisters? Jeśli nie, to krótkie przypomnienie…
Kilka lat temu w pewien majowy weekend odwiedziła mnie Kasia, której towarzyszyła Agata – mama Blanki (cudownej dziewczynki z Zespołem Retta) i autorka bloga O Retty! Weekend był wspaniały, a spacer po lesie z bukietem konwalii w kieszeni na piersi wspominam do dziś. 🙂
Po tym spotkaniu zaprzyjaźniłem się z Agatą. Ona znała bardzo dobrze język angielski, więc pomagała nam w tłumaczeniu niektórych dokumentów z IFOPA, a ja pomagałem Jej w sprawach komputerowych. No i dużo ze sobą rozmawialiśmy, zarówno przez komórkę jak i przez Internet. Zainteresowałem się wtedy chorobą Jej córki, bo nigdy nie spotkałem się z Zespołem Retta i nie wiedziałem na czym ta choroba polega. Choć nigdy nie spotkałem Blanki na żywo, widzieliśmy się tylko na Skype, to Jej prześliczne oczy tak bardzo ujęły mnie za serce, że bez wahania zrobiłbym dla Niej wszystko. A za Jej uśmiech dałbym sobie uciąć palec. 🙂
Może dlatego tak bardzo Ją uwielbiam, bo Jej życie trochę przypomina moje… zarówno Rett jak i FOP ograniczają nasze codzienne życie i odbierają nam siły witalne… i obie są na razie nieuleczalne…
Potem poznałem jeszcze dwie przyjaciółki Agaty – Małgosię z Krakowa i Małgosię z okolic Śmigla. Obie również miały córki chore na Zespół Retta – Małgosia krakowska Emilię, a Małgosia śmigielska Melissę. Z nimi również się zaprzyjaźniłem, założyliśmy sobie prywatną grupę na fejsie, gdzie mogliśmy się wygłupiać, wrzucać zdjęcia, gadać o wszystkim…
Ponieważ co jakiś czas robiły sobie spotkania (każde spotkanie u innej osoby), więc pewnego razu zrobiły mi niespodziankę… gdy spotkanie wypadło u Małgosi śmigielskiej, to postanowiły mnie odwiedzić i poznać na żywo. Było bardzo fajnie i wesoło. 🙂
To chyba wtedy zaczęły się nazywać RettSisters. Bo rzeczywiście były jak siostry, które los porozrzucał po kraju. A ja czułem się ich bratem (zresztą zawsze marzyłem o siostrze, a teraz miałem aż trzy 🙂 ). I również wtedy wpadłem na pomysł aby je zaprosić na moje 40 urodziny. Z małymi trudnościami, ale przybyły, wraz z innymi gośćmi bawiły się do późnej nocy.
Potem straciłem jedną z nich – Małgosia śmigielska wyemigrowała wraz z mężem i dziećmi do Australii. Trochę mi było szkoda, że ledwie poznałem kogoś fajnego, mieszkającego blisko mnie, to już los Ją rzucił na drugi koniec świata.
Ale gdy rok później przyjechała na wakacje do Polski, to odwiedziłem Ją w domu rodzinnym. Miło było znów się zobaczyć, pogadać, dowiedzieć się jak tam jest w Australii… a przy okazji zobaczyć bardzo fajną leśniczówkę. Od razu przypomniały mi się odwiedziny w dzieciństwie w lesie u mojego wujka pod Zaniemyślem.
Gdy Małgosia po półtorarocznej przerwie znów przyjechała do Polski, to o odwiedzinach u Niej zamarzyła sobie Agata. A ponieważ za mną też się stęskniła (w końcu nie widzieliśmy się już trzy lata), więc przyjechała do Małgosi, zabrała Ją i Melissę i przyjechały do mnie na kawę. Miło było znów Je u mnie gościć, zobaczyć córkę Małgosi (przez półtora roku trochę już urosła), pogadać… obsypały mnie prezentami i całusami, wypiły kawę i już musiały jechać. Ale nawet ta godzina spędzona wspólnie podniosła mnie na duchu i zaspokoiła trochę tęsknotę za nimi. Bo wirtualny kontakt przez Internet to nie to samo co spotkanie na żywo…

20160702_161546

Selfie pełne radości 🙂

Ostatnio była u mnie Iwona, teraz odwiedziły mnie moje RettSisters… powoli zaczynam się robić popularny jak zamek w Kurniku. 😉

Reklamy
%d blogerów lubi to: