Archiwum | Listopad, 2016

Koniec sezonu spacerowego

30 List

Zjadłem właśnie obiad, na zegarze dochodzi godz.15, za oknem szaro i ponuro, od czasu do czasu sypnie garść śniegu…
Wózek elektryczny stoi w kącie, on i ja chcielibyśmy jeszcze wyjechać na spacer, ale jest już za zimno na mnie, szansa na przeziębienie byłaby zbyt duża, a przy mojej słabej odporności mogłoby być groźnie. Więc mogę sobie tylko na niego popatrzeć i wspomnieć mój ostatni spacer w tym roku…
To był 29 września, jeden z ostatnich ciepłych dni. Nie miałem ochoty jechać gdzieś daleko, więc postanowiłem pojechać sobie do lasu na Krajkowo, po raz ostatni pooddychać leśnym powietrzem. Dotarłem tam w kilkanaście minut, trochę postałem na leśnej drodze, ale po krótkiej chwili wózek poniósł mnie dalej. Wyjechałem z lasu, ujechałem kawałek szosą, a potem skręciłem w kierunku Baranówka, gdzie mieści się Fundacja Bohdana Smolenia. Droga była utwardzona, wysypana drobnymi kamieniami, więc musiałem jechać bardzo wolno, bo mi cały wózek latał po tych dziurach i kamieniach. Po ponad kilometrze dotarłem do wioski, tam już było trochę lepiej, bo jechałem po dość głębokim piasku (niestety, asfaltu tam nie było), a kamieni było mniej. Ale miejscowość była ładna, dużo zieleni, spokój…
Dojechałem do Fundacji, ale jak zwykle nie wstąpiłem tam, tylko pojechałem dalej. Odkąd dowiedziałem się że tam mieszka mój ulubiony artysta kabaretowy, ciągle planowałem, że kiedyś Go odwiedzę, wypijemy wspólnie herbatę, pogadamy… W końcu znam na pamięć większość z Jego skeczy. 🙂 Ale zawsze kończyło się tylko na planach, jakoś nie miałem śmiałości tak sobie do Niego jechać.
Teraz Bohdan Smoleń ma problemy ze zdrowiem, więc nie wiedziałem czy jest już w domu czy gdzieś w szpitalu na rehabilitacji, w Fundacji też było pusto… więc odłożyłem plan spotkania na przyszły rok.
Ruszyłem w dalszą drogę, po kilkudziesięciu metrach wyjechałem na asfalt, znalazłem się w Sowinkach. Tam też jest ładnie, od ostatniej mojej wizyty przybyło trochę nowych domów.
Gdy dojechałem do głównej drogi, to nie chciałem jeszcze wracać do domu. więc ruszyłem prosto do Krajkowa. Przejechałem wolno przez wieś, na końcu zrobiłem kółko na rondzie i skierowałem się powoli do domu. Zbliżał się już wieczór, zrobiło się wietrznie i zimno, na szczęście kurtka narzucona na ramiona chroniła mnie od wiatru. Do domu dojechałem gdy już na dworze zaczęło się robić ciemno… i tak oto zakończyłem tegoroczny sezon spacerowy. Był lepszy niż ubiegłoroczny, pojeździłem sobie więcej, chociaż musiałem czekać przez całe lato żeby nie było takich wielkich upałów.
Wózek odstawiony, kapelusz odłożony, teraz czeka mnie kilka miesięcy siedzenia w domu. Ale można się do tego przyzwyczaić, mam zresztą mnóstwo ściągniętych filmów i seriali, kilka gier, trochę muzyki… jakoś przetrwam to zimowe więzienie. W końcu to nie po raz pierwszy odbywam tą karę więzienia. 😉

Reklamy
%d blogerów lubi to: