Archiwum | Październik, 2017

Jesiennie…

13 Paźdź

Ale to lato szybko minęło… człowiek ledwo był na spacerze, a tu już jesień i koniec sezonu jeździeckiego. Ale i tak za bardzo nie skorzystałem, bo albo upał, albo silny wiatr, albo deszcze… dni odpowiednich na spacer było zaledwie kilka…
W jeden taki dzień pod koniec sierpnia wybrałem się na kolejną przejażdżkę. Tym razem zaplanowałem dłuższą trasę, bo potrzebowałem takiej jazdy aby się trochę zresetować. Z początku nie wiedziałem gdzie jechać, ale potem zaplanowałem sobie trasę w Automapie, mama zrobiła obiad trochę szybciej niż zwykle i ruszyłem. Mama też wsiadła na rower i wyjechała z domu… do lasu na grzyby.
A ja ruszyłem sobie powoli w stronę Brodniczki. Jak zwykle trochę ciężko mi było przejechać przez podwójny zakręt (źle mi się jedzie w miejscach gdzie szosa nie jest równa, tylko ma spadek na jedną stronę), ale udało mi się jakoś przejechać, dalsza droga była już po równym terenie, z muzyką z komórki jechało się dobrze. Przejechałem dwie wioski, potem kilkaset metrów przez las, gdzie moje oczy trochę odpoczęły od słońca. Minąłem kolejną wioskę Ludwikowo (ale nie to Ludwikowo z Krzyżaków 😉 ), znowu kawałem przez las i dojechałem do Jaszkowa, gdzie czasem bywam w stadninie koni. Ale tym razem nie planowałem tam postoju, więc skręciłem w stronę Śremu i jechałem dalej. Minąłem wieżę telewizyjną w Górze, dojechałem do głównej drogi i skręciłem w prawo na Manieczki. Do samych Manieczek miałem kilka km, a gdy dojechałem, to znowu skręciłem w prawo (większość mojej drogi to były skręty w prawo), aleją dojechałem do małej osady Boreczek, a potem Przylepki, skręt w prawo i potem w lewo i powrót starą trasą przez Brodniczkę. Do domu jechałem na resztkach akumulatora, gdy dojechałem to już mrugała ostatnia czerwona kontrolka. Zrobiłem około 30 km, przewietrzyłem się solidnie, mózg też wypoczął. Ale chyba będę musiał pomyśleć o wymianie silnika i akumulatorów w wózku elektrycznym, bo już tracą swoją moc i zasięg.
Niestety, mimo że latem jest ciepło i (teoretycznie) fajnie, to obserwuję u siebie dalsze pogorszenie zdrowia. W sumie to tylko dokuczają mi tylko nogi i ręce, ale one są najważniejsze. Mimo iż biorę leki przeciwbólowe, to odczuwałem silne bóle w stopach i kolanach, zwłaszcza podczas spaceru do łazienki. Czasem nogi miałem tak sztywne, że z trudem mogłem iść. Być może to było kolejne zapalenie, chociaż (jak to u mnie bywa) trochę nietypowe, bo bez opuchlizny czy stanu zapalnego. Odczuwałem tylko silny ból w kostkach i tak jakby ograniczenie ruchomości w stawach. Na szczęście znajoma, której córka także choruje na FOP, poleciła mi emulsję ziołową Alpenkräuter-Emulsion. W dużej 200 ml tubce wyglądała jak pasta do zębów, bo miała taką konsystencję, wygląd i miętowy zapach. Ale bardzo mi pomogła, bo zredukowała bóle, a także opuchliznę nóg podczas upalnych dni. Bo oprócz redukowania bólu mięśni, ma także zastosowanie chłodząco rozgrzewające, a także poprawia krążenie.
Ale teraz gdy nastała jesień, zrobiło się zimno, wilgotno i wietrznie, to bóle znów powróciły. Chociaż trochę zredukowane przez emulsję, ale czuję że nogi nadal sztywnieją, a poranne spacery do łazienki wymagają ode mnie coraz większego wysiłku. Ale cóż… może jakoś dam jeszcze radę funkcjonować w miarę normalnie…

Fundacja Avalon właśnie rozliczyła się ze mną z wszystkich wpłat 1% i darowizn.
Chciałbym Wam bardzo podziękować za Wasze serce, chęć niesienia pomocy i pamięć.

Jesteście wspaniali ❤

Podziekowanie

Dziękuję za Wasze serce i pomoc

 

Reklamy
%d blogerów lubi to: