Archiwum | Październik, 2014

Okulary…

29 Paźdź

Jako dziecko, a potem nastolatek, uwielbiałem czytać książki. Można powiedzieć, że wręcz je „pożerałem” w niesamowitych ilościach. Nie było dla mnie niczym niezwykłym jechać do Brodnicy do biblioteki gminnej i wypożyczyć pełną torbę książek. Mój rekord to było 40 książek (!), które przeczytałem w… miesiąc (!!).
Czytałem w dzień, czytałem także wieczorem w łóżku… a moje oczy nie były tym zachwycone. Często miałem zapalenie spojówek, telewizję oglądałem z bliska, bo z daleka wszystko było zamazane i niewyraźne. Ale nigdy nie myślałem o okularach, także rodzice nie zainteresowali się moim wzrokiem.
Gdy w 1992 roku podjąłem naukę w Centrum Kształcenia i Rehabilitacji Inwalidów w Konstancinie pod Warszawą, to musiałem najpierw przejść badania lekarskie. Lekarz wtedy zauważył moje problemy z wzrokiem i dostałem skierowanie do okulisty. Po badaniu okazało się, że mam wadę krótkowzroczności (niezbyt dużą, -2) i dostałem zalecenie żeby kupić sobie okulary.
Pojechałem do salonu optycznego do Mosiny, wybrałem sobie odpowiednie oprawki i po kilku dniach pojechałem odebrać moje pierwsze okulary. Założyłem je od razu w salonie, wyszedłem na zewnątrz i… Houston, mamy problem… Świat w okularach zaczął mi falować, tak jakbym był pijany. Podeszłem do poręczy przy schodach aby wyjść na górę i nie mogłem trafić nogą na schodek. Ale jakoś się wgramoliłem i ruszyłem na rynek do sklepu. Kolejny problem był przy zejściu z chodnika – w okularach krawężnik wydawał mi się bliżej niż w rzeczywistości, zrobiłem śmiały krok i… o mało nie poleciałem na twarz. Krawężnik był dość wysoki, a mnie w okularach wydawał się niziutki. Na szczęście złapałem równowagę i dalszą drogę pokonałem bez przeszkód. W sklepie zdjąłem okulary, bo nie chciałem wrócić do domu z jakąś kontuzją.

Okulary pierwsze

Okulary pierwsze

Do Konstancina okulary zabrałem ze sobą, ale nosiłem je tylko w klasie, bo mi pomagały w czytaniu z tablicy. A po lekcjach zdejmowałem je, bo jakoś nie mogłem się nauczyć w nich chodzić.
Potem z czasem nauczyłem się mieć je na nosie cały czas, chociaż nieraz mi bardzo przeszkadzały, zwłaszcza latem gdy podczas upałów ciągle mi zjeżdżały ze spoconego nosa. No i były diabelnie ciężkie, więc często miałem nos odduszony i poraniony.
Mijały lata, a okulary stały się częścią mojego ciała. Nie potrafiłem już bez nich wychodzić na dwór czy oglądać telewizji, nawet czytanie książek w okularach było lżejsze dla moich oczu, nie były takie zmęczone, zapalenie spojówek też już było rzadkością.
Mijały lata, a ja cały czas miałem te same okulary. Jedyny problem to były te plastikowe skrzydełka podtrzymujące okulary na nosie, bo co jakiś czas plastik się łamał i trzeba było wymienić skrzydełka na nowe. Ale z czasem coraz trudniej było znaleźć odpowiednie skrzydełka, więc powoli zacząłem myśleć nad zmianą okularów na nowszy model. Okazja trafiła się w 2008 roku, gdy latem byłem u znajomych w Słupcy. Pewnego dnia wybraliśmy się na miasto i po drodze wstąpiliśmy do salonu optycznego. Oprawek było mnóstwo, ale sprzedawca pokazał mi kilka modeli pasujących do mojej twarzy i wybrałem sobie te, które najbardziej mi się podobały. Poszliśmy dalej na zakupy, po godzinie gdy wróciliśmy, to okulary były już gotowe.
Zmianę odczułem od razu – nowe okulary były o wiele lżejsze, już nie odczuwałem takiego ciężaru na nosie. Reszta parametrów nie zmieniła się, nadal miały soczewki -2, a także były fotochromowe (dostosowujące kolor soczewek do natężenia światła).

Okulary drugie

Okulary drugie

Te okulary również przeżyły ze mną niejedno, m.in. wyjazdy do Górzna, gdzie raz mi spadły na podłogę i… rozleciały się. Na początku wpadłem trochę w panikę, ale potem zauważyłem, że wypadły tylko soczewki z oprawek, a że były takie jakby plastikowe czy z pleksi, to nic im się nie stało. Wystarczyło tylko włożyć szkła w oprawkę i już było ok. 🙂
Były chyba wykonane z lepszych materiałów niż te stare, bo jeszcze ani razu nie wymieniałem skrzydełek nosowych. Ale za to problem pojawił się w innym miejscu – oprawka była druciana, a zauszniki to były kawałki cienkiego drutu zatopione w plastiku. Czasem gdy mi źle leżały, uciskały uszy, to poprawiałem sobie wyginając trochę zauszniki na zewnątrz lub do środka. Raz tak bardzo mnie uciskały, że zdjąłem je i prawy zausznik wygiąłem na zewnątrz. A tu niespodzianka – końcówka zausznika ukruszyła się. Widocznie trochę zjechała z tego drutu, a że była pusta w środku i niezbyt elastyczna, to wygięcie spowodowało ukruszenie.
Przez jakiś czas nosiłem takie ukruszone, ale uciskały mnie w ucho. Z początku podkleiłem je plastrem, ale po kilku dniach plaster się wybrudził i też zaczął zjeżdżać z zausznika. Postanowiłem więc rozejrzeć się za nowymi okularami. Miałem akurat umówioną wizytę w salonie tatuażu w Kościanie, więc przy okazji chciałem załatwić sprawę okularów. W jednym salonie nie dało się niestety wjechać (było po schodach), ale drugi salon na rynku okazał się odpowiedni. Wjechałem do środka, wybrałem odpowiednie oprawki, a po kilku dniach gdy były już gotowe, to znajoma podrzuciła mi je do domu.
Tych okularów to prawie wcale już nie czuję, bo są całe z plastiku, są bardzo lekkie. No i podobno jestem w nich przystojny. 😉

Okulary trzecie

Okulary trzecie

Mam nadzieję, że będą one w miarę trwałe i nie będę musiał wkrótce szukać nowych okularów…

Reklamy
%d blogerów lubi to: